Nasz serwis korzysta z cookies w celach statystycznych. Ponadto Google zbiera dane w celu personalizacji reklam wyświetlanych na naszych stronach. Kontynuując korzystanie z serwisu, zgadzasz się na powyższe. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, przeczytaj naszą politykę prywatności.
ZGADZAM SIĘ



„Jak coś się robi i się lubi to zawsze warto” – wywiad z Witoldem Wiśniewskim, prezesem TS Przylep

Redakcja ZGSPORT.PL
[PIŁKA NOŻNA]
2022-02-20 11:20

Z Prezesem, odznaczonym przez Lubuski Związek Piłki Nożnej wieloletnim działaczem piłkarskim i przedsiębiorcą, dobroczyńcą oraz patronem zielonogórskiej piłki, a przede wszystkim skromnym człowiekiem o wielkim sercu i solidnych zasadach rozmawiamy po zakończonym niedawno 75-leciu TS Przylep. O piłce, o czasie, życiu, ale i przyszłości.

Taki kluczowy moment. Czterdziesty szósty rok. Powstanie struktur. Pana nie było jeszcze wtedy oczywiście w klubie. Czy ma Pan jakieś informacje, może zapiski, jak to wszystko wyglądało?

Mam z kontaktu z mieszkańcami, którzy się tu osiedlali i uczestniczyli w tych startach, zapamiętałem też z rozmów. Kiedy w 1945 roku ludzie zaczęli się zjeżdżać pojawiało się już nawet wtedy, wiele nazwisk, których dziś nikt sobie nie przypomni. Między innymi znalazł się tu piłkarz Warty Poznań, który z wojska zamieszkał tu na chwilę. Zorganizował z grupą pierwszy mecz z Chynowem. Potem dopiero w 1946 roku zebrało się więcej chętnych, zgłosili się do rozgrywek i tak się wszystko zaczęło. Działacze Pan Błaszczyk i Pan Bzdęga. Nowe życie, w nowym miejscu, ale piłka zwyciężyła. Pan Bzdęga był organizatorem. Jego żona nauczycielką w Przylepie, a on natomiast zajmował się sportem i kulturą. Bzdęga pochodził z poznańskiego, pamiętam go jeszcze z młodzieńczych lat. Pana Błaszczyka niestety nie poznałem.

Czy granie w 1946 to były już zorganizowane rozgrywki?

To były takie okręgowe rozgrywki w Zielonej Górze i okolicach. W latach pięćdziesiątych już to były normalne ligi. Wydawano nawet w Zielonej Górze dzienniki sportowe, które dokumentowały te zmagania i tam mamy już wzmianki o tych grupach.

Czy Przylep był dużą osadą? Ilu tu się sprowadziło ludzi?

Przylep był stosunkowo dużą miejscowością. Przylep – ten Stary Przylep to było dwieście domów. Przede wszystkim przyjechało tu mnóstwo młodych ludzi. Wszyscy którzy tu zjechali, praktycznie byli w wieku dwudziestu, dwudziestu pięciu, maksymalnie trzydziestu lat.

Czyli można zażartować, że wszyscy gotowi do gry?

Dokładnie. To była bardzo duża grupa tworząca nowe społeczeństwo. Zjeżdżali się z różnych miejsc, aczkolwiek w Przylepie osiedlały się całe grupy, np. z tzw. poznańskiego w jednej części Przylepu, spod Warszawy w drugiej części. Ojciec przyjechał w 1945, a ja się urodziłem już w Przylepie. Tata był z poznańskiego – Mirosławki między Bukiem, a Stęszewem, czy bardziej Strykowem można powiedzieć. Mama pochodziła z Modrza. Sporo sprowadzało się i sąsiadów, i całych rodzin. Ludzi powiązanych ze sobą. Najpierw przyjechał mój ojciec, potem przyjechała też jego siostra z mężem. Jej mąż miał siostrę i braci. Na początku Przylepu wiele domów było po prostu zamieszkanych przez bliskich sobie znajomych lub spowinowaconych. Wieś była spora, dla porównania, nie chcę się pomylić, ale Łężyca miała pewnie z 60-70 domów, Ochla była też niemała, ale mniejsza niż Przylep. Natomiast Drzonków, czy Racula to było mniejsze osady. Przylep był zawsze największy. Przed połączeniem z Zieloną Górą był jedną z największych wiosek nawet w województwie. Pod względem liczebności mieszkańców. W tamtych czasach była energia, ludzie wtedy chętnie szukali rozrywki i kontaktu. W tamtych czasach w Przylepie żyły sklepy, knajpki. Dzisiaj nie ma wiele. Choć powoli się coś otwiera i to zmiana na dobre.

Sporo nowych ludzi teraz przeprowadza się do Przylepu.

Przylep położenie ma najlepsze, wszędzie blisko, szybkie drogi wyjazdu.

A gdzie wtedy się grało? Czy zawsze to było boisko przy cmentarzu na Sportowej?

Tam gdzie teraz jest boisko, było on również, ale znacznie bardziej nachylone. Z dużym skosem. Wyraźna różnica poziomów. W latach 60-tych organizowano akcje, boisko w każdej wsi, pojawiły się jakieś środki na remonty. Wtedy boisko gruntownie wyrównano. Zasiano trawę. A mecze grano na lotnisku. Lotnisko powstało chyba w 1955 roku. Niewielu ludzi wie, że to właśnie tam rozgrywano mecze Przylepu, w okresie remontu boiska. Był taki wydzielony plac. Teraz to już wszystko zarośnięte. Graliśmy na lotnisku również przez chwilę w późniejszym okresie. Tak więc grało się na tym boisku ze spadem, raz z górki raz pod górkę, a w trakcie remontów na lotnisku. Boisko na Przylepie do tej pory ma jeszcze lekki spad.

Ale chociaż do właściwej bramki?

Teraz już tego tak nie widać. Potem był czas że powstawały Ludowe Zespoły Sportowe. Wtedy w Przylepie było wiele dyscyplin. Zimą ping-pong, szachy, warcaby. Wszystko w ramach klubu. Była też sekcja lekkoatletyczna. Jako miejscowość Przylep jeździł na zawody. Istnieją nawet zapiski z tych zawodów. Jedna z dziewczyn, które wtedy ćwiczyły, a która jeszcze do tej pory mieszka w Przylepie była piekielnie szybka. Nie wiem czy młodzież teraz osiągałaby takie wyniki na 60 czy 100 metrów jak ona. Taki był nasz klub, potem przełom lat 50-tych i 60-tych gdy zrobiono boisko na lotnisku. Co najmniej 2 razy w roku organizowano mecze old-boyów. Pamiętne mecze pomiędzy pracownikami lotniska, a działaczami, byłymi piłkarzami. Wszyscy w meczu byli przebrani od stóp do głów. W bramce stał zawodnik w stroju kucharza, w ataku w stroju kominiarza. Pamiętam to wszystko jako malutki dzieciak. Takie rzeczy się tu odbywały. Na wesoło, taki festyn, życie kulturalne naprawdę działo się przy piłce nożnej.

A drużyna?

Drużyna pałętała się po jakichś klasach C, B powiatowych różnych. W latach 60-tych gdy już coś niecoś pamiętam był nawet trener, grupa juniorów, m.in. z moim bratem – ta grupa już jeździła po całym województwie. No a w latach 70-tych to ja zaczynałem kopać piłkę. Potem przytrafiła się kontuzja. Nie można było już biegać tak jak się chciało, więc poszedłem w sędziowanie. 2 lata sędziowałem rozgrywki w województwie. Lata 74-75. Najlepszy czas, gdy przychodził maj, turniejów gminnych i międzygminnych było sporo, oprócz lig mnóstwo imprez o puchary, wiele pracy, wiele gwizdania.

Czy sędziowanie potrafi zastąpić piłkę. Czy lepiej grać czy sędziować?

Zawsze lepiej grać. Ale ja byłem młodym chłopakiem, rodzice trochę byli na nie. Więc poszedłem w sędziowanie. Nie najgorzej mi to szło. Recenzje łapałem dobre. Przyszło jednak wojsko. Dwa lata wyrwane z życia i powrót. Wtedy nie chciało mi się sędziować, bo wiadomo dziewczyny, a życie sędziego to weekend zarwany. Ale też sędziowanie było inne. Nie było szatni, nie było nic. Sędzia przebierał się pod drzewkiem nawet jak padało. Szkoła przetrwania i charakteru. Po meczu człowiek był tak zmarznięty, że nie mógł guzika zapiąć.

Idąc dalej. Kiedy Pan został Prezesem w Przylepie i co się robi żeby zostać Prezesem?

Nic się nie robi. <śmiech> Przyszedłem z wojska. Jakąś miałem dziewczynę to sobie człowiek sędziowanie odpuścił. Do piłki zawsze ciągnęło. Noga się podgoiła. Trochę się kopało, ale akurat w Przylepie był to okres kiepski jeśli chodzi o zarządzanie. Rozedrganie. Grała część osób z Zakładów Mięsnych, ale stamtąd też odchodzili. Nie było nic stałego. Zmieniali się prezesi. Część ludzi dostała mieszkanie w mieście, więc się przeprowadzili i na treningi było już za daleko. Tak sobie wtedy trwał ten Przylep. W 1980 sezon się skończył i nie było komu tego poprowadzić. Grupa chłopaków w moim wieku, zebraliśmy się zgłosiliśmy drużynę i postanowiliśmy, że będziemy grać. No więc krótka rozmowa. Ty zostaniesz Prezesem, kolega Józek Wajs został v-ce. Tak zostałem Prezesem.

Koledzy wybrali, czy Pan się zgłosił?

Ktoś musiał to ciągnąć. Padło na mnie. I tak to się organizowało. Wspólnie ciągnęliśmy ten wózek. Ja byłem zawsze aktywny w gminnych zawodach, festynach, jako organizator.

Więc doświadczenie już było?

Dużo robiłem. Miałem dobre kontakty z gminą. Więc łatwiej pewnie mi było to prowadzić, czas leciał.

I tak już zostało?

I tak zleciało do 1981 roku kiedy już oficjalnie zostałem Prezesem. Teraz leci 42 rok prezesury. I nie ma następców.

Czyli ile miał Pan lat zostając Prezesem?

Dwadzieścia pięć.

Czuł Pan taką odpowiedzialność? Co jeśli to się nie uda, rozsypie się? Że byłoby szkoda. Czy po prostu nie mógł Pan usiedzieć?

Ja nawet jako Prezes jeździłem z drużyną. Nie w pierwszym składzie, ale byłem żelaznym rezerwowym. Jeśli kogoś brakowało, trzeba było powalczyć, to byłem. Niestety miałem mało czasu w tygodniu, rodzina, dziecko, praca. Więc nie trenowałem tyle ile chciałem, stąd byłem właśnie solidnym rezerwowym. Zawsze do pomocy. Ale to nie byłem tylko ja. Cała grupa grająca pomagała organizować, bo było tej pracy sporo.

A to była cały czas ta sama grupa?

Józek Wajs, brat, i kilku następnych cały czas byli ze mną. Do dziś to jest ta sama ekipa. Jak zmienialiśmy KRS w 1989 z Lotnika na TS Przylep wtedy powstał zarząd i 30 lat od tego momentu jest ten sam skład. Pojedyncze osoby doszły młodsze, ale głównie ta grupa. Szukamy następców, którym oczywiście możemy pomóc. Ale powinni już przejąć stery. Żeby człowiek wreszcie mógł usiąść na tylne siedzenie i pomagać.

A nie ma chętnych, którzy kręciliby się gdzieś blisko, wskakiwali w Wasze miejsca?

Nie ma, nie ma. Jest problem. Mówią że nie mają czasu, mają obowiązki. Przyjść, pograć to tak, ale załatwić to granie organizacyjnie, to już nie ma.

Każdy przecież ma obowiązki, ma dzieci, czy rozchoruje mu się pies. Prezes też miał takie sprawy?

Oczywiście. Teraz mówią, masz dużą firmę. Ale jak zaczynałem to miałem pracę od siódmej do piętnastej, rodzinę, w latach 80-tych jeszcze budowałem dom. Nie ekipa budowlana, tylko ja sam. Sposobem gospodarczym. I inne interesy. Nie miałem telefonu, samochodu i wszędzie zdążyłem. Nie było Internetu. Więc zawsze pytam młodych jakim cudem teraz nie możecie zdążyć?

Masterchem powstał na początku lat 90-tych?

Tak.

Czyli od roku 1980 do powstania Masterchemu pracował Pan normalnie na etacie w innej pracy? No i Masterchem też od razu nie był dużą firmą, prawda?

Tak, chodziłem do pracy, do której też trzeba było zdążyć. Trzeba było w niej być. To nie było takie proste. A Masterchem, to też proszę pamiętać, że jak się tworzyło biznes, to nie pracowało się 5 godzin w Masterchemie, tylko siedziało się od rana do wieczora. Cały czas trzeba było być obecnym. Nie było ludzi. Pilnowało się samemu. I między tym trzeba było jeszcze znaleźć chwilę czasu żeby działać dla klubu.

Masterchem był z klubem od początku? Łączył to Pan?

Wcześniej firma funkcjonowała jako Waspol. Jeszcze jakieś archiwalne koszulki by się w klubie znalazły z tego okresu. Czyli mówiąc najkrócej, na ile było to możliwe firma od samego początku pomagała. Czasem jakieś koszulki kupiła. To coś innego. Tak żeby klub mógł się godnie prezentować. Małymi kroczkami szło się cały czas do przodu.

A zabudowania, obiekty. To jest też Państwa praca?

Można powiedzieć, że wszystko zostało wybudowane w czynie społecznym. Wkład firmy też był spory. Pomogło nam również wielu ludzi mających firmy, działających w Przylepie. Ktoś miał transport, przywiózł nam materiały. Pan Adamowski np. ufundował nam dachówkę. Za projekt i dokumentację, znajomy wziął symboliczną kwotę. Są zdjęcia z tego okresu, gdzie wszyscy stawiamy mury, na tyle na ile możemy. Na ile umiemy. Kanalizację, przyłącza zrobił również kolega. Prąd wykonał mój sąsiad, już świętej pamięci. Na koniec gmina pomogła wykończyć.

I to wszystko ludzie z Przylepu?

Tak.

Gdy Pan zostawał Prezesem, w jakiej lidze graliście?

W B-klasie.

A potem? Nie było od razu pomysłu idziemy jak najwyżej. Początkowo pomysłem było gramy najlepiej jak umiemy?

Nie, jasne. Gdzieś się wygrywało. Coś się weszło, coś się spadło. Gdy przyszedł koniec lat 90-tych, po pierwsze zmieniła się sytuacja. Trzeba było wprowadzić prawne rozwiązania. Podjęliśmy decyzję, że trzeba coś robić z boiskiem. Z półtora roku funkcjonowaliśmy na lotnisku. Tam mieliśmy baraki, boisko, bramki, które wnosiliśmy i znosiliśmy. W zasadzie po półtora roku, trawa dopiero rosła na boisku. Weszło zarządzenie, że musimy zniknąć z boiska na lotnisku. Pół roku graliśmy w Płotach, trochę się błąkaliśmy po innych boiskach. Potem weszliśmy na nasze i już tam zostaliśmy. Na początku podlewaliśmy wężykami, kosiło się ręcznymi kosiarkami. Cztery kosiarki ręczne i działaliśmy. Człowiek nie raz sam musiał wysypać linie, ale Prezes bierze odpowiedzialność i jeśli nie znajdzie nikogo do pomocy to musi zrobić to sam.

Kiedyś chyba ludzie w ogóle więcej pracowali i organizowali się wokół klubu?

Kiedyś nie było tak jak teraz. Jak chciałeś grać, to musiałeś sobie zawiesić siatki i zdjąć siatki. To prawdziwa anegdota. My, TS Przylep - pierwszy mecz po awansie do 4 ligi. Przyjechała Ilanka Rzepin. Patrzą, że tu zawodnicy wieszają siatki, to trener zaczął pstrykać zdjęcia i mówił, że pokaże swoim zawodnikom, którym nawet piłek się nie chce pozbierać. I tutaj tak było i w A-klasie. Potem przychodziły awanse, to niestety obowiązki piłkarze też mieli jakieś. Nawet czasami coś sprzątnąć. Przychodziło paru chłopaków i razem pracowaliśmy. Sprzątaliśmy trybuny, itd.

W Przylepie ludzie sami stworzyli sobie klub i sami go budowali?

Tak to funkcjonowało w grupie Przylepiaków. Ta grupa wciąż jest. Doszło trochę ludzi. Wcześniej tutaj w latach 70-tych, czy 80-tych no to cała grupa była Przylepiaków. Potem wiadomo, pojawił się ktoś ten z Płotów, z Łężycy już nieco inaczej było. Ja zawsze starałem się stawiać na integrację w drużynie. Nie ważne kto jest skąd, jesteśmy drużyną i mają być ze sobą i za sobą.

Czy nowe pokolenia w Przylepie garną się do takiej integracji?

Młodzi jeszcze tak, ale zmienia się to myślenie. Pokolenie jest inne. Piłkarz przychodzi na boisko, chciałby mieć wszystko przygotowane. Społeczeństwo też jest bardziej rozczłonkowane. Jeśli już, mamy mniejsze grupki. Dwóch, trzech i się rozjeżdżają. W grupach młodzieżowych o to jeszcze trudniej, bo odbierają ich rodzice, spieszą się na autobus, itd. W grupach seniorskich często siadaliśmy razem po meczach, pogadaliśmy. Teraz jest inaczej. Nie ma drużyny seniorskiej, bo taka została podjęta decyzja. Są grupy młodzieżowe. I one z mniejszymi, większymi sukcesami grają. Tylko przez te pandemiczne sezony ciężko nawet było się gdzieś tym pochwalić. Kibiców nie wolno było oficjalnie zapraszać. Nie mogliśmy wieszać plakatów. A było czym się chwalić, bo przecież chłopcy dzielnie powalczyli w Centralnej Lidze Juniorów PZPN U-15, grają w ligach wojewódzkich. Nie wszyscy mieszkańcy mają Internet, nie skaczą po Facebooku. Łatwiej byłoby ściągnąć ludzi gdyby zobaczyli, że tu dzieją się fajne rzeczy.

Juniorzy to oczywiście przyszłość TS Przylep, a jeśli chodzi o seniorów to z kim Przylep zawsze grał najważniejsze mecze? Takie wojenki jak Lech z Legią, tak Przylep z kim?

Nie było świętych wojen. Ale takie zacięte mecze to z Zawadą trochę – bo Przylep i Zawada to była jedna parafia. Ksiądz Proboszcz jeden i miał dwie miejscowości pod sobą. To było tak, że możemy być przedostatni, byle Zawada była ostatnia. <śmiech> Ale to chyba jedyna drużyna na takie mini wojenki. A tak zawsze derby z Płotami, czy z Łężycą. Raczej na sportowo zawsze. W gminie wiadomo, że najlepsza drużyna mogła iść po największą dotację. A była walka na boisku, bo jeśli mówimy o gminie, która miała 15 wsi, to było tu aż 7-8 drużyn piłkarskich.

We władzach klubu figuruje w latach 1950-1970 Bernard Wiśniewski. Czy to rodzina?

Nie, żadna rodzina. To Pan, który przejmował klub po Bzdędze. Bzdęga poszedł w kulturę, a on się zajął tym. Był kolejarzem i przez kilka lat prowadził piłkę. Właśnie dzięki niemu, ponieważ zbierał wszystkie dokumenty, mamy zapiski z tego okresu. Do 1970 roku mieszkał w Przylepie, potem gdy dostał mieszkanie wyprowadził się. Wtedy właśnie przyszło takie dziesięciolecie, że szefostwo zmieniało się co rok, dwa lata. Piłkarze brali to na siebie, np. bracia Kuklowie. Taki okres przejściowy. Aż nastał następny Wiśniewski i jak Fidel Castro jest nie do wyrzucenia. <śmiech>.

Gdyby Pan miał zrobić taki wewnętrzny ranking. Trzy momenty które najbardziej zapadły Panu w pamięć, czy to z juniorów czy z seniorów. Momenty, w których stanął Pan i pomyślał, to jest owoc mojej pracy, faktycznie warto było ten czas stracić.

Były momenty. Oczywiście najbardziej cieszą wygrane mecze. Gdy grało się w niższych klasach to zawsze te mecze pucharowe były takim elementem walki. Np. grając w B-klasie doszliśmy chyba do ćwierćfinału. Raz odpadliśmy z Lechią Zielona Góra, raz ze Szprotawą, ale już tak wysoko. Zielonogórskie województwo było małe, ale jak się wchodziło do ósemki to już było taką przyjemnością i radością. Oczywiście finał wojewódzki, półfinał wojewódzki gdzie odpadliśmy z Lechią. To w ostatnich latach. Czy warto było stracić czas? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Jak coś się robi i się lubi to zawsze warto. Sukces przyjdzie, nie przyjdzie, to jest sprawa ważna, ale nie najważniejsza. Powiem inaczej. Cieszył mnie każdy element. Skończenie budowy budynku klubowego, zrobienie boiska. Każda poprawa infrastruktury. Trybuny. Światło zrobiliśmy. To cieszy, że coś się udało zrobić. Poprawić. Że się mówiło, że jesteśmy PSG Zielonej Góry <śmiech>. Nie wiem, mam trochę duszę takiego organizatora. Lubię to i sprawia mi to przyjemność. Nie lubię się tylko chwalić. Ale jak za coś się biorę to coś tam zawsze wyjdzie.

Jak ocenia Pan wspólne starania z Lechią Zielona Góra?

Poświęciłem drużynę seniorską dla rozwoju piłki i wydaje mi się, że to zdało egzamin, bo dzięki 4-ligowym rezerwom Lechia stabilizuje się w trzeciej lidze, bez takich wahań jak były w przeszłości. To, że mają ten element zaplecza, to jest czynnik który przyniósł postęp i na pewno wzrost Lechii. Nie powiem, długo się nad tym zastanawiałem, bo zostawić coś co się budowało tyle lat… Nostalgia, myślenie. Oczywiście głosy miejscowych kibiców. Padały nawet pytania: Dlaczego oddałeś tych seniorów? O takich trudnych rozmowach nikt nie wie. To trzeba było przyjąć po męsku. To była moja decyzja, ponieważ uważałem i uważam nadal, że to po prostu dobra decyzja. I koniec. Zostały drużyny młodzieżowe, bardzo wierzę w naszych juniorów, wspieram. Jestem na wszystkich meczach, jeśli tylko mogę być. Drużyny juniorskie dalej grają i odnoszą sukcesy, czyli nie chwaląc się można prawie powiedzieć, że jestem człowiekiem sukcesu. <śmiech>

W tymi miejscu chciałbym jeszcze podziękować wszystkim, którzy przez te wszystkie lata współtworzą TS Przylep, na których również ja mogę liczyć przez ten cały czas. Od najprostszych rzeczy, czyli jakieś sprzątanie, organizowanie, aż do rzeczy największych. Jak tylko poproszę, to mogłem i nadal mogę na nich liczyć. Tacy właśnie są ci ludzie.

Jaki tutaj grał najlepszy piłkarz, kto miał najlepsze papiery na granie?

Wielu przewinęło się tutaj piłkarzy. Wcześniej Tomek Winograd, Paweł Nahorski, a wiadomo największe sukcesy były w ostatnich latach to z tej grupy Paweł Dzikowicz, Romek Gradus który był bramkarzem przez wiele lat. Wojtek Popielecki. Tutaj na pewno całą tę drużynę 4-ligową można by wymienić i docenić.

Na zakończenie taka teoria i zarazem pytanie. Chyba nigdzie indziej w Polsce nie ma takiej sytuacji, że ludzie są aż tak związani z lokalnym klubem w niższej lidze. Nigdzie indziej nie mamy aż takich fanatyków jak powiedzmy kibice TS-u Przylep, ludzi którzy żyją dla swojego małego klubu, jeżdżą na wszystkie mecze. Klubu który może grać w E-klasie, ale jest po prostu ich i reszta ich nie interesuje.

Tutaj, nie tylko w Przylepie, ale w regionie przyjeżdżali ludzie młodzi, po wojnie. To byli ludzie z pochodzenia z wiosek, np. z poznańskiego, itd. Nie mieli jeszcze takiego przywiązania do klubu piłkarskiego. Tutaj je w sobie wyrabiali. To byli chłoporobotnicy. Musieli sobie pomagać, każdy dostał działkę. Jeden miał konia, inny miał narzędzia. Żyli w silnej wspólnocie a po pracy grali w piłkę. Zżywali się ze sobą bardzo mocno i tak zostało. To jest więź. Poza tym, ci, którzy przyjeżdżali w 1945 roku to w zasadzie ich już powoli tu nie ma. Tu są ich dzieci, które właśnie tutaj się rodziły i wychowały. Dlatego dla nich to takie ważne. Dlatego dla mnie Przylep zawsze będzie Przylepem i zawsze będę za Przylepem.


12

1

1

0

0

0

Komentarze

Brak komentarzy! Podziel się swoją opinią jako pierwszy!

Zabezpieczenie antyspamowe: Ile jest trzy plus dziesięć?


© ZGSPORT.PL 2018-2022 | Reklama | Wykorzystanie zdjęć | Polityka prywatności